niedziela, 15 stycznia 2012

Chrześniak gen Dąbrowskiego

Syn chrzestny gen Dąbrowskiego to Henryk Jan Kępiński
Ojciec Jan Kępiński, (szac.) 1762, Matka Elżbieta Dębicka,(szac.) 1791
Gen. Jan Henryk Dąbrowski był ojcem chrzestnym Henryka Jana Kępińskiego urodzonego 13 II 1818 r., wnuka swojej matki chrzestnej, a zarazem siostry swej matki Aleksandry z Lettowów Kępińskiej.
Uroczysty chrzest Henryka Kępińskiego miał miejsce w maju 1818 r. w Wiatowicach koło Bochni.
Generał chętnie przyjął zaproszenie na chrzest, aby odwiedzić swe strony rodzinne. Jakkolwiek osiadły w zaborze pruskim utrzymywał generał żywe stosunki z rodzinnemi stronami, a szczególnie z osiadłymi w Pierzchowcu krewnymi Kępińskimi. Jan Kępiński, syn szambelana, ożeniony ze słynną z urody Elżbietą Dąbicką. Młodej parze urodził się z wiosna 1818r. syn pierworodny, więc też nie omieszkano zaprosić generała, by jako głowa rodziny trzymać do chrztu niemowlę. Dąbrowski stawił się na wezwanie i po ceremonii chrzestnej w Krakuszowicach odbytej, przy której chrześniak otrzymał jego imię Henryk Jan, zapragną odwiedzić Pierzchowiec ostatni raz.

Wspomina Dębicki Ludwik Zygmunt (1843-1908) ‘’Z dawnych wspomnień 1846-1848’’;
‘’W Nieznanowicach banda otoczyła dwór. Wyszedł na ganek Henryk Kępiński pytając czego by żądno. Banda była w sąsiedniej wsi jak zwykle to bywało, a wśród niej był ukryty urzędnik starostwa Witztum i wydawał po niemiecku rozkazy. Zamiast odpowiedzi zarzucono Henrykowi Kępińskiemu sznur jak arkan i powalono na ziemię. Moja ciotka Stefania rzuciła się na męża, aby go osłonic od ciosów swym ciałem. Jednym ciosem kosy morderca przeciął jej wnętrzności, że płód wydostał się wśród konającej matki. Odrzucono matkę by mordować męża. Oboje wrzucono na wóz według rozkazu obecnego komisarza i rozpoczęto rewidować i rabować dom za innymi. Gdy do Bochni dojeżdża fura z trupami Kępińskich pod wodzą komisarza Witztuma. Chłopi z Nieznanowic i Pierzchowa zaręczali że nie było by rabunków i mordów, gdyby nie było ze starostwa befelu -polecenia.’’

Mogiła zbiorowa Rzezi galicyjskiej Cmentarz w Bochni przy ul. Orackiej
Mogiła ziemna otoczona wysokim obramowaniem w kształcie symetrycznego ośmioboku Na mogile umieszczony jest krzyż z metalowych rur imitujący krzyż z brzozowego drewna.


Na obramowaniu umieszczona jest prostokątna, czarna tablica z napisem:
„Grób Ofiar Rabacji 1846 r.
Jan Gallan
Jan Telesznicki
Henryk Kępiński- Chrześniak gen Jan Henryka Dąbrowskiego
Stefania Kępińska
Marian Żeleński
Stanisław Stański
N.N policjant z Bratkowic
Henryk Muhl
Adam N. Strażnik policyjny
hr. Mieczysław Dębicki
N. Kepiński
N.N
Sebastian Wesołowski
Ignacy Dydyński
N.N
Mikołaj Włodkowski
Eliasz Tarasiewicz
Karol Schlosser
Karol Janta
Włodzimierz Rożen
Leon Kazimierz Biliński”

"Rzeź galicyjska-zapłata" , Jan Lewicki

Rok 1846 przeszedł do historii jako data nieudanego powstania krakowskiego oraz dramatycznego wystąpienia chłopstwa przeciw szlachcie, znanego pod nazwą rabacji galicyjskiej. Przywykły od pokoleń do pańszczyzny, nie rozróżniał tego, co musiał odrobić jako dworską pańszczyznę, od tego, co narzucało mu dominium z polecenia władzy i na jej rzecz, jako tzw. Szarwark. W tych warunkach zrodził się na wsi mit o dobrym cesarzu pragnącym polepszenia doli chłopskiej, jego złych doradcach oraz chciwej szlachcie, uniemożliwiającej realizację cesarskich zamierzeń. Kiedy zaś władze austriackie otwarły włościanom drogę do skarżenia dworu z tytułu nadmiernego ucisku, chłopi zaczęli z tych możliwości korzystać. Tak więc wytworzył się system, iż w dominium polski ziemianin w polskim języku nakładał na wieś ciężary, własne i państwowe. Natomiast w cyrkule czy w guberni austriacki urzędnik w języku niemieckim załatwiał chłopską skargę . W tych trudnych czasach Galicja stała się terenem intensywnej agitacji powstańczej. Emisariusze Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, do długo oczekiwanego powstania wymierzonego przeciw zaborcom chcieli pozyskać nie tylko szlachtę, ale i chłopów. Tymczasem władza austriacka w Galicji zdawała sobie sprawę z przygotowań do powstania. W związku z tym wykorzystała panujące na wsi niezadowolenie chłopów i dokonała zemsty za konspiracje i myśl o wyzwoleniu. W lutym 1846, kiedy dojrzewało powstanie krakowskie, administracja austriacka w Galicji rozpowszechniła po wsiach pogłoskę, jakoby cesarz dążył do zniesienia pańszczyzny, na co nie godziła się szlachta polska, planująca w odwecie powstanie przeciw Austrii i rzeź okolicznych chłopów. Plotka stała się wystarczającym bodźcem, by pchnąć włościan do mordów i plądrowania szlacheckich dworów. Bocheńskie należy do tych rejonów Galicji, gdzie rabacja 1846 roku przybrała szczególnie dramatyczną postać. Niechlubną rolę w ruchu odegrał na tym terenie starosta Bernd, zaś Bochnia, czyli siedziba cyrkułu, stała się faktycznym ośrodkiem dyspozycyjnym chłopskich wystąpień. Tu także skupiały się sieci intryg zastawionych przez Austriaków na uczestników i zwolenników Rewolucji Krakowskiej. Od pierwszej chwili za głównego inspiratora rzezi opinia publiczna uznała właśnie starostę. Antyszlachecką działalność starostwo bocheńskie prowadziło przy pomocy swoich komisarzy i kancelistów, którzy jeżdżąc „w teren”, podsycali rozgoryczenie chłopów spowodowane nie tylko pańszczyzną, ale i klęskami urodzaju lat poprzednich. Szczególnie liczono tu na współpracę tych, którzy dotknięci klęską powodzi roku 1845 otrzymali znaczną pomoc ze strony starostwa. Dodatkowo 16 lutego Bernd wydał urzędowe rozporządzenie do wszystkich mandatariuszy, nakazując im najściślejszy dozór w obrębie ich władzy, zaprowadzenie miejscowej straży i donoszenie o wszelkich wypadkach. Równocześnie wydał inne, tajne rozporządzenia, skierowane wprost do wójtów poszczególnych gromad, zawierające rozkaż , aby w każdej wiosce i na każdej drodze zgromadzili się uzbrojeni chłopi tworzący wartę. Poza tym zalecono chłopom, aby wszelkie podejrzane lub obce osoby pojawiające się na wsi (chodziło o emisariuszy) i wszystkich, którzy zachęcaliby do powstania przeciw rządowi, odstawiać związanych do cyrkułu . Na to nałożyła się rozpowszechniona po wsiach Ziemi Bocheńskiej propaganda austriacka w postaci pogłosek o „Polakach”, którzy rzekomo zorganizowali się i mieli „rznąć” chłopów, dlatego napady na dwór zwykle zaczynały się od szukania powstańców Przed gmach cyrkułu w Bochni bandy chłopskie zwoziły zabita lub ciężko ranną szlachtę (m.in. Henryka Kępińskiego z Nieznanowic, Mieczysława Dębickiego z Wierzchowa, Marcina Żeleńskiego z Grodkowic). Wokół gmachu cyrkularnego kręciło się mnóstwo pijanego, uzbrojonego w kosy, widły i cepy chłopstwa. Przywiezioną szlachtę wojsko biło kolbami, oficerowie kłuli szpadami, a chłopi, nabijając ją na widły, zrzucali z wozów. Tam też tzw. „komisja rządowa” zamordowanych klasyfikowała jako „zmarłych przypadkowo” . W starostwie zaś za przywożoną szlachtę- rzekomych martwych i rannych powstańców, urzędnicy wypłacali pieniądze (od kilku do dwudziestu pięciu złotych za głowę). Nie od razu jednak chłopi otrzymywali za swe czyny gratyfikacje pieniężne- oficjalnie pieniądze z kasy cyrkularnej wypłacano dopiero w marcu, na podstawie zarządzenia wydanego w Bochni 11 marca tegoż roku przez arcyksięcia Ferdynanda d’Este . Także sam starosta Bernd postępował wyjątkowo brutalnie wobec proszących o litość. Rodzinom zabitych lub uwięzionych odmawiał zaś posłuchań, a jeżeli nawet udało się komuś do niego dostać, nie załatwił nic. Chłopi natomiast objawiali wielką radość. Masy chłopskie co dzień ciągnęły nawet z dalekich wsi, by móc przypatrywać się zabitym deskami oknom oraz wartom stojącym przy ofiarach rabacji. Tych, których nie zdołano wcześniej utopić w Rabie i Stradomce- ciężko rannych i bez żadnego opatrzenia ran, osadzono w cyrkularnym areszcie. Ponieważ jednak areszt ten był za mały, by pomieścić całą pojmaną szlachtę, zaś miasto nie posiadało innego adekwatnego budynku, takie prowizoryczne więzienie zorganizowano w kamienicach, z których uprzednio usunięto mieszkańców. Zmasakrowanych jeńców wrzucano także do nowo wzniesionego i niewykończonego jeszcze i broni. Tymczasem rozprzestrzenianie się powstania i nieprawdopodobne wieści o zbliżaniu się powstańców, wywołały panikę tak na wsi, jak i w mieście. W obawie przed dalszym rozwojem wypadków, w mieście prowadzono gorączkowe przygotowania do ewakuacji urzędników i wymarszu wojsk do Tarnowa. W tym czasie cyrkuł wyglądał jak koszary. Wobec takich wieści z Bochni, pułkownik Suchorzewski, który dowodził oddziałem powstańczym przybyłym z Krakowa do Wieliczki, spodziewał się ją zająć bez trudu. Wspomożeni oddziałem strzelców wielickich powstańcy ruszyli zatem w kierunku Bochni. Tymczasem ze Lwowa przybył do Bochni ekstrapocztą płk Benedek. Na rozkaz gubernatora Galicji- Ferdynanda d’Este, miał zorientować się w zagrożeniu rewolucją i wzmocnić siły austriackie. Benedek wstrzymał odwrót załogi garnizonu i opanował rozprzężenie, spowodowane dodatkowo chorobą starosty i niezdecydowaną postawą działającego w jego zastępstwie komisarza Wangermana. Po objęciu dowództwa nad garnizonem i dokonaniu na Rynku jego przeglądu, ruszył w kierunku Wieliczki. Po drodze do oddziału przyłączały się liczne bandy chłopskie, których liczba zaczęła przewyższać liczebność żołnierzy . W Bochni natomiast Benedek, dla bezpieczeństwa mieszkańców, pozostawił dwie kompanie landwery i pluton szwoleżerów pod dowództwem majora Lehmana. Nad spokojem Bochnian miała dodatkowo czuwać stuosobowa straż miejska, sformowana naprędce z mieszczan i górników. Ale tak naprawdę sytuacja w mieście zaczęła się normalizować dopiero w drugiej połowie marca . Tymczasem pod Gdowem doszło do spotkania Benedeka z oddziałem powstańców. Po przejściu mostu na Rabie Benedek, w celu obejścia Gdowa i zaczepienia lewej flanki powstańców, wysłał polami tłum wiejski oraz pluton piechoty z por. Hoffmanem i dziesięciu szwoleżerów dowodzonych przez kadeta Czesława de Janota Bzowskiego. Dla zajęcia zaś miasteczka Benedek wysłał gościńcem całą piechotę, poprzedzoną tyralierami dowodzonymi przez kapitana Grechke . Pierwsze strzały piechoty, która wkroczyła do Gdowa, w kierunku powstańców, wywołały ucieczkę kawalerii, która w wielkim popłochu zbiegła do Krakowa, strzelcy zaś uciekali w pole lub kryli się po strychach, piwnicach i dołach. Natomiast otoczeni przez bandy chłopskie kosynierzy, nie mając możliwości ucieczki ze względu na obsadzenie gościńca wojskiem austriackim, skupili się pod murem cmentarza i rozpaczliwie bronili. Gdy już stracili wszelką nadzieję, rzucili na ziemie kosy i zaczęli błagać o litość . Niestety, na oprawcach nie zrobiło to najmniejszego wrażenia i prawie wszyscy zostali wycięci przez chłopów, którzy następnie rzucili się na miasteczko, gdzie z kryjówek wywlekali powstańców i w obecności wojska przystąpili do mordowania ich. Uciekających również ścigały i dobijały bandy chłopskie.
Klęska i straty powstańców były porażające. Zbiegła kawaleria około 4 po południu dotarła do Krakowa; z piechoty powstańczej nie powrócił zaś nikt. Pod murem cmentarz w Gdowie, obok miejsca rzezi powstańców, wykopano trzy doły, w których złożono 154 zwłoki. Na grobie nie postawiono nawet krzyża, nie dochodzono również nazwisk i pochodzenia poległych, którymi głównie byli włościanie i wyrobnicy z okręgu krakowskiego, górnicy i młodzież rzemieślnicza z Krakowa i Wieliczki . Jak pisze Józef Wawel-Louis, dopiero w 1848r. wybito mały medal z napisem „Smutne wspomnienie bitwy pod Gdowem 26.II.1846r.” i wydano nieudana litografię przedstawiającą groby poległych . Ppłk Benedek zaś, po rozgromieniu powstańców pod Gdowem, wydał w Bochni uroczysty bankiet. Tragiczny finał bitwy pod Gdowem podsumował lirycznie zapomniany dziś poeta, Józef Niwicki, swym smutnym wierszem „Dzwony prorocze”.
To zbiorowa mogiła z czasu powstania krakowskiego, pochowani są w niej powstańcy z oddziału płk Suchorzewskiego, który 26 lutego 1846 roku stoczył bitwę pod Gdowem z oddziałem armii austriackiej płk Benedeka. 154 powstańców, poległych w czasie bitwy, pochowano na terenie pastwiska obok cmentarza. W 1906 roku na mogiłach powstańców usypano kopiec i włączono go w obręb cmentarza.

Brak komentarzy: